Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2 grudnia 2025 r. (wyrok TK służebność przesyłu) zrobił więcej zamieszania niż niejeden projekt ustawy. Branża energetyczna szybko zorientowała się, że nie jest to zwykłe „orzeczenie interpretacyjne”, a właściciele nieruchomości – że po latach milczenia wreszcie ktoś głośno powiedział to, o czym mówili od dawna: nie można zasiedzieć prawa, którego… nie było.
Przez blisko dwie dekady sądy przyjmowały, że skoro urządzenia przesyłowe stoją na czyjejś działce od lat 70. czy 80., a przedsiębiorstwo z nich korzysta bez przerwy, to da się to „wpisać” w konstrukcję służebności gruntowej tak, aby efekt był zbliżony do służebności przesyłu. Problem w tym, że ta ostatnia pojawiła się w kodeksie dopiero w 2008 r., a wcześniej – w sensie czysto prawnym – po prostu nie istniała.
Mimo to właściciel działki często słyszał w sądzie: „służebność została zasiedziana”. I tyle. Bez wynagrodzenia, bez negocjacji, bez realnego wpływu na swoją własność.
Wyrok TK tę logikę przeciął. Wyraźnie i bez półtonów.

Dlaczego ten wyrok naprawdę ma znaczenie?
Trybunał powiedział rzecz podstawową, choć dla wielu branż niemal rewolucyjną:
ograniczenie prawa własności musi wynikać z ustawy, a nie z twórczej interpretacji orzecznictwa.
W praktyce oznacza to dwie kluczowe sprawy:
- Nie można zasiedzieć służebności przesyłu za okres sprzed 2008 r., bo wtedy jej nie było.
- Nie można nakładać na właściciela ciężarów, o których nie mógł wiedzieć, bo nie wynikały z przepisów.
To nie jest zwykła korekta orzecznictwa. To przywrócenie podstawowej logiki prawa rzeczowego.

Co z tego wynika dla właścicieli nieruchomości?
Jeśli na działce stoją słupy, biegnie linia energetyczna, gazociąg albo światłowód – wyrok TK de facto otwiera nowy rozdział.
Właściciel:
- może domagać się wynagrodzenia za ustanowienie służebności na przyszłość,
- może żądać zapłaty za dotychczasowe korzystanie z gruntu – co do zasady za 6 lat wstecz,
- może sprawdzić, czy przedsiębiorstwo w ogóle ma jakikolwiek tytuł prawny, bo „zasiedzenie sprzed 2008 r.” przestało być argumentem.
Dla wielu osób oznacza to, że sprawy, które wydawały się przegrane z góry, nagle nabrały zupełnie innych barw.
Skutki dla przedsiębiorstw przesyłowych
Wyrok TK to nie jest kosmetyczna zmiana. Dla dużych przedsiębiorstw przesyłowych oznacza konieczność:
- weryfikacji tysięcy tytułów prawnych,
- przygotowania się na falę roszczeń,
- negocjowania wynagrodzeń, których wcześniej „nie trzeba było płacić”,
- większej transparentności w relacjach z właścicielami.
Warto pamiętać: infrastruktura przesyłowa przebiega przez miliony działek. Skala zmian może być większa niż w sprawach frankowych – tyle że rozłożona na zupełnie inną przestrzeń.

Jak powinien zachować się właściciel nieruchomości po wyroku TK?
Kilka kroków jest absolutnie podstawowych:
- Sprawdzić, czy przedsiębiorstwo ma jakąkolwiek umowę lub decyzję administracyjną.
- Zbadać, czy firma powołuje się na zasiedzenie sprzed 2008 r. – dziś taki argument jest bezskuteczny.
- Oszacować roszczenia (wynagrodzenie za ustanowienie i za korzystanie wsteczne).
- Wysłać wezwanie do przedsiębiorstwa i dać mu szansę na negocjacje.
- W razie braku porozumienia – skierować sprawę do sądu.
Wyrok TK zdecydowanie zmienia układ sił, a właściciel nieruchomości przestaje być w sporze stroną z góry skazaną na porażkę.
Nowy etap w sporach przesyłowych
Infrastruktura musi istnieć – to oczywiste. Ale przez lata jej funkcjonowanie odbywało się często kosztem właścicieli gruntów, których prawa sprowadzano do formalności. Orzeczenie TK przywraca równowagę, której brakowało przez lata: korzystasz z cudzego gruntu – płać lub negocjuj warunki.
To nie koniec konfliktów, ale początek ich prowadzenia na równych zasadach.
